Jeszcze przed wyjazdem przeczytałam pewne zdanie, którego teraz jestem pewna: angielskie dzieci różnią się od polskich. I to prawda! Nie lubię V i J, nie lubię spędzać z nimi czasu,nie słuchają i męczą mnie. Ale groźby, że powiem tacie się sprawdzają.
Tęsknię za moimi chłopaczkami, za Mikołajem i Szymciem, muszę ich zobaczyć na skype.
Dziś odwoziłam z A chłopaków do szkoły, różniącej się od tej w Polsce. Małe, zagracone, za gorąco, stoliki i krzesełka jak w przedszkolu. Jutro pójdę do centrum, w końcu będę mogła wychodzić.
Sprawdzałam bilety na kwiecień i 40F do Polski to czad, ale gdybym chciała przyjechać na święta, to niestety, ale bilet kosztuje 160-200F czyli 800-1000 zł. Czyli jednak muszę zostać tutaj.
Ale obmyśliłam plan,wracam 30 kwietnia i zostaję ok 3 tygodni, po czym wracam, jestem pół maja, czerwiec, lipiec sierpień i koniec? byłoooooby dobrze! ale to dopiero moje plany.
Nie rozumiem,dlaczego gdy idziemy spać trzeba brać klucze od chaty ze sobą, zapominam i D gdy idzie spać zakłada mi na klamkę. Nie rozumiem, dlaczego wyłączają wifi na noc! Wczoraj rozmawiałam z Miśkiem, aż w pewnym momencie soryyyyyy, ale skończył się internet. Nic nie lubię w tym miejscu(nie będę mówiła dom, bo dom mam w Polsce), lubię tylko czas gdy jestem sama. Taka ja egoistyczna,
Kilka zdjęć, na pierwszym centrum w Welwyn, a reszta to widoki z okna, wszystko takie samo, nic się nie różni.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz