niedziela, 6 września 2015

Podsumowanie part 1 oraz ostatni tydzień.

W dzisiejszym poście podsumuję życie au-pairki w czasie wolnym, czyli mnie przez niecałe 10 miesięcy. Postaram się pisać w punktach, żeby było ładnie i przejrzyście. Zostało już kilka dni a do samego powrotu mam mieszane uczucia. Zobaczymy jak to będzie!

Zaczynajmy:

  • Podróże! Zwiedziłam kilka świetnych(polecam) miejsc w Anglii, większość z nich lokuje się w Londynie, ale np. Brighton ze znajomymi było najlepszym pomysłem na odpoczynek i opalanie z piwkiem :) Niżej znajdują się miejsca, które odwiedziłam:

    -Camden Town
    -Hyde Park i trwający tam Winter Wonderland
    -Sea Life London Aquarium
    -Madame Tussauds London
    -Tower Bridge
    -Wellington Arch
    -Big Ben
    -Westminster Abby
    -Natural History Museum
    -Brighton
    -Covent Garden

    Nie wspominam tutaj o innych muzeach, czy np London Eye, ponieważ to już "odhaczyłam" będąc na wymianie w gimnazjum. Nie jest za wiele tych miejsc, ponieważ starałam się odłożyć jak najwięcej pieniędzy na studia, samodzielność moi drodzy, ale spędziłam ze znajomymi świetny czas, który tylko uprzyjemnił mi pobyt w UK.
  • Szkoła, kurs, egzamin! Od piątego stycznia zaczęłam przygodę z kursem języka angielskiego-EFL w college'u w St. Albans. Jestem zadowolona, że zdecydowałam się jednak na ten droższy kurs, ponieważ certyfikat, który już czeka na mnie na Kochowie przyda się bardziej, niż po ESOL. Ze szkołą również kojarzą mi się same dobre wspomnienia, świetna nauczycielka, do której muszę napisać maila, znajomi z różnych zakątków świata, bieg na egzamin w obcasach (serdecznie polecam). Mam nadzieję, że nadal będę miała kontakt z poznanymi tam osobami, chociażby sporadyczny, ale najważniejsze, żeby był.
  • Imprezy! Tak bardzo dziwny jest fakt, że imprezy kończą się tutaj o godzinie 2 w nocy. Trwają 4-5 godzin. Pół godziny przed końcem nikt nie wejdzie już do klubu, punkt druga klub pusty, zostają pracownicy i ochrona. W Polsce to by nie przeszło. Nie było mi dane pojechać do Londynu na imprezę, chociaż bardzo chciałabym(bo kasaaa), ale w przyszłym roku nadrobię!
  • Praca! Pomijając fakt, że au-pair to nie praca, bo traktuje się, ha, POWINNO traktować się jako członka rodziny to w domu mam swoje obowiązki, które muszę wykonywać codziennie. Jednak ja mam niespożytą ilość energii i w weekendy dorabiam, nie tylko w sobotę(rodzinka, o której pisałam kilka postów dalej-bunt hostów), ale również w niedziele. Oszalałam co nie? Niestety studia, mieszkanie i inne pierdoły będą kosztowały, a ja od rodziców pieniędzy brać nie będę. Raz spróbowałam ogarnąć dwie chaty w niedziele, najpierw 4h prasowania u K. a pózniej 5h sprzątania u L. Byłam całkowicie wykończona. Ale to nie było zwykłe sprzątanie. Jak często sprzątacie kuchnie? raz-dwa-trzy razy w tygodniu? Przy sobotnim sprzątaniu? No to teraz wyobraźcie sobie, że zostawiacie swoją kuchnię, która jeszcze niedawno lśniła i błyszczała na PÓŁ ROKU. Oczywiście  RAZ NA JAKIŚ CZAS zamiatacie i zmoczycie wodą z jakimś tam płynem. Nie myjecie lodówki przez pół roku, szafek, wszystko się klei od tłuszczu, stare pająki, kurz na lodówce zmieszany z tłuszczem sięga rozmiarów włochatej małej książki. Wyobraziliście już to sobie? Jeszcze nie? No to wyobraźcie sobie, że musicie to wszystko posprzątać... Pierwszy raz sprzątałam z łzami w oczach, miałam ochotę rzucić ściery i uciekać jak najdalej. DAŁAM RADE!
    • Patrząc z perspektywy czasu, dziesięć miesięcy to wcale nie jest dużo. Ale wystarczająco z tą rodziną(dzisiaj A. przechodzi samą siebie, ale to w podsumowaniu part 2, za jakiś czas). Gdybym podjęła inne decyzje to zostałabym tutaj, mam na myśli Anglię, na dłużej, albo nawet i na zawsze. Postanowiłam, że poudaję studentasa w PL i po trzech latach wrócę do UK. Na jak długo? Nie wiem. Z resztą ja nie powinnam planować, bo mnie się nie udaje. 
    • Zapomniałam wspomnieć o siłowni, którą katuję na kilka dni przed powrotem. "Cuda wianki" tam się działy(aż miło wspominać) ale wszystko pozostaje ze mną, jestem szczęśliwa, że również tam zyskałam znajomych
Niżej zostawiam Wam do przejrzenia zdjęcia, które już się tutaj pewnie pojawiły, ale jest to podsumowanie, także mogą zagościć jeszcze raz. 






















Koniec, koniec, koniec, Kochani, życzę miłej nocy!!! ♥♥♥

środa, 19 sierpnia 2015

Host hostowi nierówny, czyli na kogo możesz trafić.

Witajcie kochani!

Tytuł jak i obszerny napis wyżej, dosadnie przedstawiają tematykę dzisiejszego wpisu, który dzięki Bogu, albo bardziej dzięki mojej chęci powstawał w męczarniach pomiędzy lunchem a czasem wolnym dzieci.

     Kilka postów wcześniej wspominałam o swoich hostparents, nie zawsze jest między nami kolorowo i pięknie, czasami muszę trzymać mój niewyparzony język za zębami, ale innym razem nie wytrzymuję więc ryczę do poduszki, ale jeszcze nigdy, serio nigdy nie pokazałam im swojego prawdziwego charakteru(niech się cieszą). Zawsze jestem w domu uśmiechnięta, nie pokazuję, że coś mnie denerwuje, że źle się czuję lub mam ochotę zabić a wcześniej poznęcać się(choć odrobinę) nad dziećmi. Mimo, że są dla mnie obcymi ludźmi, to traktuję ich jak rodzinę,teraz już mogę powiedzieć, że po dziewięciu miesiącach spędzonych z nimi czuję się czasami jak w kochowskiej rezydencji. Nie mogę się jednak zgodzić z ich metodami wychowawczymi, bambusowy kij, który od kilku dni towarzyszy nam podczas wspólnych kolacji, ponieważ J.(8lat) nie potrafi zamknąć buzi podczas jedzenia, mlaskanie doprowadza każdego do wielkiego wkurwu. Dlatego D., który siedzi obok J., trzyma na kolanach kij, za każdym razem kiedy J.traci koncentrację i znów mlaska dostaję po łapach. D.twierdzi, że  w taki sposób jest w stanie nauczyć go zamykania ust podczas jedzenia. Mam inne zdanie,ale to nie moje dzieci. Ale szczerze mówiąc, ja nauczyłabym się po kilku pierwszych uderzeniach, a on jest chyba tępy, bo nie przestaje. To chyba na tyle, jeśli chodzi o temat mojej hostrodzinki, więcej opiszę w podsumowaniu całego programu, które zaplanowałam na... kiedyś.

     Kolejnym przykładem nie do końca normalnej rodziny goszczącej, jest rodzina, u której mieszkała Z. - koleżanka z Węgier. Przyjechała do nich w październiku. Na początku, jak to zawsze bywa wszystko było idealne, rodzina mająca saunę, psa i parkę uroczych dzieciaczków. Niestety z każdym miesiącem pokazywali swoje prawdziwe obliczę. Hostmama okazała się bardzo sławną w UK gwiazdą porno(zainteresowanym mogę podać jej pseudonim artystyczny, hahah), hosttata to tylko tata jednego dzieciaka, bo dziewczynka wzięła się od innego pana. Państwo hości nie są małżeństwem i są razem tylko dla dzieci. Ale ich związek i prawie codzienne kłótnie zostawmy w spokoju. Z. zgodnie z jej "umową-kontraktem" postanowiła pracować 5 godzin dziennie, dlatego jej hostmama zaczęła chować jedzenie, mówiąc krótko uprzykrzać życie.Coś za coś, prawda? Ale, ale!  Z. się nie poddała, znalazła pracę i właśnie dzisiaj zostawia hostfamily na lodzie. Fingers crossed for her.

     Nie piszę tego wszystkiego, by przestraszyć, nie nie, to nie o to chodzi, piszę, by uświadomić, że pięknie wyglądający profil rodziny, wyśmienite referencje nie będą(przeważnie) odzwierciedleniem tego, co naprawdę się w domu dzieje. Dlatego musimy widzieć, tą granicę zaufania, której nie można przekroczyć. Hostmama podczas rozmowy na skype mówi, że chłopczyk (7lat) chodzi codziennie spać o godzinie 19, max 20, J.- koleżanka z Czech przyjeżdża, kilka dni pod rząd chłopiec poszedł spać o 20,super świetnie,  niestety po tych kilku dniach przyszedł czas, gdzie przez pól roku dzień w dzień J. musiała z nim siedzieć do godziny 23, by ten poszedł łaskawie spać. Matka nie spędza czasu z dzieckiem, jest za bardzo zmęczona, w zamian za to spędza godziny na rozmowie telefonicznej ze swoim drugim mężem, bo pierwszy był tylko ze względu na wizę.
Pomijam fakt, że dzieci są wredne, niewdzięczne i brakuje na nich cierpliwości. Ale gdzieś czuć to przywiązanie do nich, gdy przychodzą codziennie wieczorem do mojego pokoju by przytulić mnie na dobranoc i dać małego buziaczka. Albo gdy przychodzą rano poleżeć ze mną w moim małym jednoosobowym łóżku. Dziewięć miesięcy bardzo przyzwyczaja. Zostałabym dłużej, ale studia wzywają!!!

Mam nadzieję, że nikogo nie przestraszyłam, jeśli tak się stało, to z góry przepraszam, ale nie rezygnuj i wyjeżdżaj, w razie czego można przecież zmienić rodzinę :)

A Wy, moje au-pairki macie może jakieś historie? Jeśli tak podzielcie się nimi :)

Trzymajcie się, 
do następnego! Podsumowującego !
Buziaki
♥♥♥

czwartek, 6 sierpnia 2015

38 dni || holidays || studentka

Witam kochani!

Za pisanie ostatnio zabierałam się kilkakrotnie, każda próba kończyła się niepowodzeniem. Jednak dziś postanowiłam napisać. 
Od 22 lipca dzieci mają wakacje letnie, dlatego pierwszy tydzień spędziliśmy w czwórkę. Dlaczego nie w trójkę? Ponieważ dostałam w pakiecie trzeciego chłopca do pilnowania. Najmłodszy, ale najmniej problemowy. Tego samego dnia moja Janeczka wyjechała na wakacje do domku, ale wraca już niedługo ♥ 
Od 28 lipca do wczoraj miałam wolną chatę, 8 samotnych dni, wstawania o której się chce, chodzenia spać o której się chce. Ogólna laba i lenistwo. W ostatnim czasie nie wydarzyło się nic specjalnego, o czym mogłabym opowiedzieć Wam tutaj. A nie! Zapomniałam, zostałam studentką!! To jest szczególne i ważne! (jak mogłam zapomnieć?!) A zatem mogę się przedstawiać jako studentka pierwszego roku lingwistyki stosowanej ♥♥♥ 

Do Polski zostało 38 dni, już prawie ostatnia prosta. Jutro bukuję bilet. Jutro również muszę napisać referencje dla agencji odnośnie mojej rodzinki. Mam pewien zarys w głowie, ale patrząc na dzisiejszą wenę, jutro nie będzie kolorowo. 
Od przyszłego tygodnia zostaję już codziennie z dziećmi sama. Z jednej strony się cieszę, ponieważ po wakacjach przyjechali tacy bardziej.. dojrzalsi, ale z drugiej, codziennie ok 11-12 godzin z nimi... Przygotowana psychicznie jestem, nic tylko czekać!
Już jutro będą dostępne wyniki FCE na stronie internetowej. Denerwuję się bardzo, mam nadzieję, ze wsio będzie pasowało (fingers crossed!) 


Zamieszczam mix zdjęć, bo nie mam dziś weny:


Dorwałam za 4 funty!

 Mamunia mnie kocha ♥

 Wczorajsza piękna tęcza ♥♥♥♥♥

Dwie paczki słabości.

 A. pożyczyła



 Takie minionki robiłam z A. ♥ Słodkie, prawda? 

Obawiałam się, że mój pokój zostanie różowy. Dzięki Bogu nigdy więcej. Białe ściany mi najbardziej odpowiadały, ale koniec końców ściany są piaskowe-brzoskwiniowe kolor magnolii :D

 To tylko połowa kwadracików, które wycinałam!

A. jest bardzo utalentowana ♥ Minecraft tort moi drodzy!
 Kuchareczka !

 Psuja! Ale równy środeczek!

Cheers!



To na tyle moi kochani, napiszę (prawdopodobnie) jeszcze dwa posty, co dalej? Nie mam pojęcia, ale wiem jedno, ze mną nigdy nie wiadomo :D


Miłego wieczorku!
♥♥♥

wtorek, 7 lipca 2015

Extra job|| 67 days left

Zapytana dziś przez dzieci, ile miesięcy jestem w Anglii zaskoczyłam nawet A. Moi drodzy niedługo 7,5 miesiąca. I sama siebie pytam, jak ja wytrzymuję? 

Jestem już po egzaminie, jednym, drugim. Z pierwszego jestem bardzo zadowolona, drugiego się obawiam. Wyniki za dokładny miesiąc. Nerwy odbijają się na moim śnie, a raczej jego braku, więc także na zdrowiu. Przydałby mi się urlop, a to już niedługo, ponieważ rodzinka D-G wkrótce zostawia mnie na 10 dni. Czy się cieszę? Gdyby mi się chciało, podskoczyłabym z radości. 
Wypady z Janą,(prawie) codzienna siłownia i dodatkowa praca(z problemami-o tym niżej) odciągają moje myśli od powrotu do domu. A właśnie, pochwaliłam się, że zadecydowałam wrócić tydzień później? Pewnie zapomniałam, zatem wracam 12 lub 13 września. 

Tak jak napisałam wcześniej znalazłam dodatkową pracę, gdzie? Ulicę dalej, minuta drogi. Wszystko byłoby pięknie, gdyby HF nie odczepili się do tego. Zacznę jednak od początku...
Dawno, dawno temu.... Nie przepraszam, to nie bajka, tylko klatka. Zaraz po powrocie do UK rozmawiałam z A(hostmum), że POTRZEBUJĘ dodatkowej kasy, dlatego postanowiłam znaleźć EXTRA JOB. Zapytana co mogę robić, odpowiedziałam - WSZYSTKO. Taka prawda, nie boję się sprzątania, prasowania czy opieki nad innymi dziećmi. Reakcja A. mnie zaskoczyła, powiedziała, ze oczywiście, żeby tylko to nie kolidowało z moimi obowiązkami w domu. Naturalnie odpowiedziałam, że moje dotychczasowe obowiązki będę wykonywała tak dobrze jak wykonywałam wcześniej. Temat zaginął, ponieważ musiałam zająć się przygotowaniami do egzaminów. Z końcem czerwca jak również z końcem szkoły zaczęłam poszukiwania. Pytałam przypadkowych osób, czy nie potrzebują pomocy domowej, jednak za każdym razem słyszałam jedną odpowiedź: NIE. Dlatego zdecydowałam się napisać ogłoszenie na dwóch grupach dotyczących aupairek w Hertfordshire. Już tego samego dnia otrzymałam kilka propozycji. Jedna z nich, trafna- minutę od domu HF. Dogadałam się z panią, że zaczynam w sobotę. W piątek, późnym wieczorem, poinformowałam A., że znalazłam dodatkowa pracę, zaczynam następnego dnia i że to tylko ulicę dalej. Znów zaskoczona reakcją, pogratulowała mi, życzyła powodzenia, ogólnie wyszło, że super! Następnego dnia poinformowałam mamę, ze w końcu znalazłam extra job i o 13 jestem umówiona. Z uśmiechem na twarzy zabrałam się za cotygodniowe sobotnie porządki. D(hostdad). poprosił mnie do ich sypialni. Zaczął ze mną rozmowę, że A. powiedziała mu wieczorem o wszystkim i że jemu się to nie podoba, ponieważ to mój czas wolny, że powinnam odpocząć, naładować baterie spotkać się z przyjaciółmi niżeli dodatkowo pracować. Odpowiedziałam, że zależy mi na kasie(taka prawda, od października będę tylko studentką) dlatego postanowiłam zadbać o to. Gdy D. zaczął kontynuować swoją wypowiedź, że na pewno będę zmęczona, do moich oczu napływały łzy, które musiałam wstrzymywać (cholera, to strasznie trudne). Powiedział, że skoro obiecałam pani K., że przyjdę to muszę iść, ale że będziemy na ten temat rozmawiać. Koniec rozmowy, Julia idzie na dół, w nerwach, załzawionych oczach wybiera kontakt  :MAMKA- połącz. Wtedy wszystko puściło. Zryczałam się porządnie. Jednak poszłam, od 13 do 17. 4 godzinki, ładną kaskę zarobiłam. Trzy godziny prasowania(nienawidzę) i godzinka sprzątanie łazienek. Zadowolona, trochę zmęczona wróciłam do domu, szykowałam się na siłownie i na wspólne picie z Janą.
Wczoraj zostałam poproszona wieczorem do salonu na rozmowę. Zapytania jak było odpowiedziałam, że bardzo dobrze, godziny pracy są zależne tylko ode mnie. Jeśli mogę przyjść na dwie godziny, idę na dwie, nie ma presji, ze muszę posprzątać chatę(dość dużą) w dwie godziny. Zapytana czy mi odpowiada taki układ, odpowiedziałam, że tak, że dostałam odpowiednią kwotę za swoją pracę i jestem zadowolona. Na co D. odpowiedział, że specjalnie A. nie daje mi dodatkowych obowiązków w domu, bym mogła odpocząć pójść na siłownie, spotkać się ze znajomymi. Z tych DODATKOWYCH OBOWIĄZKÓW wymienił tylko sprzątanie ich łazienki w sypialni. Wszystko, cholera wszystko inne w domu sprzątam tylko i wyłącznie JA. Gdybym miała sugerować się "umową" jej cholerne kwiatki poumierałyby na dworze, bo jest za bardzo zmęczona,by o nie zadbać.. Czego nie robię tutaj? Nie odwożę dzieci do szkoły i nie gotuję(czasami przygotowuję kolację dla dzieciaków) oraz nie zmieniam ich pościeli no i  wspomniana wyżej łazienka. Wszystko inne wykonuję. Nawet okna myję!! Co do zmęczenia, którym bronił się D., jestem zmęczona, gdy ok godz 20 wchodzę do pokoju, wtedy czuję, że obroty zwalniają i najchętniej poszłabym spać o godzinie 21. W ciągu dnia czuję zmęczenie, gdy nic nie robię. Jednak znajduję czas na wszystko. Wczoraj D. oznajmił, że ZADECYDUJE dziś co z tym zrobimy. Jeśli powie mi, że nie chce, żebym tam chodziła, zażądam podwyżki, albo znalezienia innej pracy. Ponieważ powinni być szczęśliwi, że im o tym powiedziałam, choć teraz uważam, że głupia byłam. Ale jak to u mnie, najpierw mówię, potem myślę. Koniec końców nie znam decyzji mojego "łaskawcy". Próbuję się nastawić psychicznie od wczoraj, na kolejną trudną rozmowę. Zobaczymy co z tego wyjdzie. 

Takie właśnie sytuacje odbijają się na moim zdrowiu. 

Wracając do rzeczy przyjemnych, tydzień temu do Anglii zawitało prawdziwe lato, brakowało tylko jeziorka, lub przynajmniej basenu, zimnego piwka i leżaka. Leżak zastąpiłam kocem, piwo wodą z cytryną i lodem. Niestety jeziora czy basenu wykombinować nie mogłam. Niestety pogoda się popsuła, Upały powędrowały do Polski, a nam zostało słabe słonko i dzisiejszy deszcz. 
Od dzisiaj zaczęły się remonty w chacie. Mój pokój również poszedł pod nóż. Wywalili okropną szafę, musiałam poupychać swoje rzeczy w szafce pod łóżkiem. Wszystko czeka na wyprasowanie. Dziś tylko pomalują sufit, jutro ściany. Błagam o inny kolor, nie cholerny różowy. Mama się śmiała, że to przez niego nie mogę spać..


Jak zwykle mix zdjęć: 




Btw. byłyśmy ostatnio w Londynie,a to chińszczyzna z Camden Town, najlepsza jaką dotychczas jadłam ♥ 




Ela jak zwykle miała dużo gości.. 


Miłego dnia kochani!
♥♥♥♥

EDIT (08.07):
Wczoraj późnym wieczorem po siłowni rozmawiałam z hostami. Mogę pracować.
Druga sprawa, nie będę miała już różowego pokoju. (Happy)
Trzecia, moja hostka rozmawiała z z hostką mojej koleżanki i A. powiedziała że jestem good and happy girl. Miło mi się zrobiło.
Wszystko wraca do normalności...

wtorek, 16 czerwca 2015

Brighton|6,5msc|82dni

Już jutro pierwszy miesiąc po szybkim urlopie w Polsce. Miesiąc dość energiczny, wyjazd do Brighton oraz do kina z dziewczynami, siłownia, szkoła oraz zwykłe obowiązki aupairki. O tym poniżej.

Powrót do angielskiej rzeczywistości był minimalnie trudny. Dzieciaki się "rozdziadowały", jakby to powiedziała mama Lilka. Zrobiły się bardzo niedobre, rozkrzyczane, nie pozwolą nic sobie pozwolić, czują się dorosłe, małe szczyle. Jednak trochę utemperować ich musiałam. Z każdym dniem, wracamy do stanu sprzed wyjazdu. Tak jak wspomniałam wyżej, zwykłe obowiązki aupairki pozwoliły mi wrócić do rytmu. Znów borykam się z koszmarami, ale mam nadzieję, że wkrótce one znikną. 
7 czerwca wraz z dwiema innymi aupairkami wybrałyśmy się do Brighton. Do przepięknego miasta słynącego nie tylko z Brighton Pier, czy morza lecz także z Royal Pavilion czy Sea Life Centre. Pogoda odpowiednia nie tylko na wylegiwanie się na kamieniach  i opalanie, ale także na kąpiel w morzu. Jana i Zita były przygotowane, jednak ja stroju kąpielowego nie zabrałam(pewnie dlatego, że go nie mam-jeszcze!) Niewinne słońce przyczyniło się do czerwonego nosa i ramion. Oczywiście nie obyło się bez rozmów z Polakami, którzy swoim jakże urozmaiconym słownictwem(KURWA!!! ALE ZIMNA WODA, JA PIERDOLE-a to tylko namiastka) reprezentowali społeczność polską. Po kilku spędzonych godzinach podziwiając mewy, kamienie, morze i niebo niestety nadszedł czas na pożegnanie słonecznego(specjalnie dla mnie) Brighton♥ Wymęczone, prawie spóźnione na pociąg dziewczyny o 22 dotarły do "domów", by przygotować się do kolejnego nudnego dnia z życia aupiarki...

Aupairs' Sunday, czyli nasze wspólne niedziele, część kolejna. Wybrałyśmy się do Hatfield, do kina. Niesprecyzowany repertuar, uśmiech i zadowolenie. No to jedziemy. Oczywiście spóźniające się autobusy to nie tylko przypadłość polskiej komunikacji miejskiej, tutaj także mamy takie problemy... Dojechałyśmy. Repertuar bardziej określony. No to 2 do 1.Wygrał Jurrasic World, zaszalałyśmy bo w 3D. Po seansie oczywiście nie obyło się wzdychań dziewczyn do głównego aktora - Chris Pratt. Dobry humor nas nie opuścił, selfie w okularach tylko podbiło głupawkę! 
Następna niedziela również zapowiada się miło, wspólne zakupy i możliwe kino- uwielbiam spędzać z nimi czas ♥

Zapomniałam wspomnieć, ze już 24-ego mam pierwszy egzamin- speaking, a kilka dni później, dokładnie 27-ego -listening writing reading and use of English. Fingers crossed! 


ZDJĘCIA-dużo zdjęć :D

















Gratuluję dobrnięcia do końca! :) 
Dobrej nocy Wam życzę ♥

PS nie polecam prasowania na dywanie. Uwierz, nie chcesz go potraktować maszynką do golenia!