czwartek, 27 listopada 2014

WGC -prawie 2 tygodnie

Witajcie kochani!


Już za dwa dni miną dwa tygodnie od mojego przyjazdu do WGC. Pierwsze 2-3 dni ciągnęły mi się w nieskończoność, ale teraz, nie wiem kiedy zleciało. Byle do kwietnia, zostało tylko 154 dni! ♥

Przygotowując się do pisania, musiałam sobie zrobić plan. Wyszło razem 7 punktów!

1. Oszczędzania ciąg dalszy
Nadal nie mogę pojąć, dlaczego wyłączają przedłużacz, pod który jest podpięty telewizor, telefon domowy oraz najważniejsze dla mnie-WIFI! Przemawia przez nich skąpstwo? Ale światło na zewnątrz przed chatą caaaaałą noc się świeci(właśnie sobie przypomniałam, że muszę je wyłączyć :D ). 

2. 1-y tydzień, podsumowanie
Chciałam podsumować krótko miniony tydzień. Dzień przylotu był dla mnie prawie tak samo stresujący jak dni matur, szczególnie drugi - matma -.- 
Jednak zostałam przyjęta bardzo miło, przez rodziców jak i przez chłopców. W pokoju czekał na mnie storczyk, który jest moim małym dzieckiem, oraz trzy śliczne pudełeczka, w których znajdowały się kosmetyki codziennego użytku, to był prezent od dzieci, prawda, że miłe? Z każdym nowym dniem tęskniłam strasznie za rodziną, dlatego rozmowa w niedziele z mama była dla mnie ogromnym wyzwaniem, przełamanie siebie i próba niepłakania wyszła mi na dobre. Teraz, tęsknię cały czas tak samo, ale zaczynam się przyzwyczajać do tutejszego życia. 

3. Community Centre -  Hatfield 

Byłam z A w Hatfield, pokazywała mi ogromne centrum handlowe- The Galleria i wielki sklep- ASDA, tylko po to, by po zajęciach z angielskiego dla obcokrajowców mogła pójść i spędzić dzień poza domem. Poszłyśmy razem do Community Centre, dopytałyśmy się o zajęcia z angielskiego, pełna chęci i nadziei, że poprawię swój zakres bogactwa językowego przygotowywałam się już od czwartku. Nadszedł poniedziałek, 8:30 wyjazd z WGC, odwozimy chłopaków. Kierunek Hatfield. 9:30 start zajęć, 9:45 nie ma mojej pani. Godzina 10:00 pojawia się Kate, przed jej przyjściem obserwuje wchodzące osoby, Chińczyka, Rosjankę, Japonkę i Hinduskę. Co się okazuję, trafiam do ich grupy, bo uwaga! to jedyna grupa. Siadam przy stole z ludźmi którzy są ode mnie starsi o ok 20-35 lat. Ich poziom angielskiego, to gorszy niż w podstawówce, serio, dzieciaki lepiej czają członków rodziny! Opowiadają o spędzonym weekendzie, mnóstwo błędów, które oczywiście Kate poprawia, nadchodzi kolej na mnie. Rozbudowanymi zdaniami, pięknymi wręcz opowiadam swój weekend, pierwszy w całości od przyjazdu. Oni z otwartymi buziami patrzą na mnie jak na istotę obcą, po czym słyszę od Rosjanki, że pięknie mówię po angielsku, powiedziała ta, która uczy się odmiany czasownika 
"Have got". Kate zaproponowała mi napisanie testu do college'u od razu się zgodziłam, pełna nadziei, że będzie coś trudniejszego niż "My name is Julia". Myliłam się, to był taki test po podstawówce! SERIO!!! Po zajęciach, Kate oświadczyła mi, że PERFEKCYJNIE napisałam test (jak mogłam go spieprzyć?!) po czym powiedziała, że zaniesie ten test do Oaklands- do college'u. Przedstawiła mi pokrótce dwa certyfikaty, które mogę zdobyć. Pierwszy to ESOL, kurs, który pomaga w poprawieniu swoich zdolności w rozmowie w każdej sytuacji (u lekarza, w banku czy kupując bilety). Owszem, nie powiem, że to głupie, bo język używany na co dzień różni się od tego uczonego w szkołach! I kurs ten kosztuję ok 550 funtów za całość, to wychodzi około 70 funtów miesięcznie z tego co pamiętam(nie jestem pewna). Dobra oferta, nie powiem, że nie, tym bardziej, że kurs ten odbywa się w WGC, co jest dla mnie ułatwieniem, bo nie tracę pieniędzy na dojazdy. 

Drugi kurs EFL, to już wysoko postawiona poprzeczka. Jest to kurs po którym zdaję egzamin jak na Cambridge. Po otrzymaniu certyfikatu mogę studiować tu w UK, lub jest to duże ułatwienie dla mnie w dostaniu się na studia w PL. Tym bardziej, że wiąże swoją przyszłość z translatoryką, a tenże certyfikat otwiera mi drzwi! Jednak problemy zaczynają się oczywiście gdzie? Tam gdzie pojawiają się pieniądze!Cały kurs, który rozpoczyna się od września kosztuję 1500 funtów, mnie od stycznia kosztowałby ok 1200 funtów.(majątek przeliczając na pl) Czyli ok 150 miesięcznie + dojazdy, niby ok 15 km, ale i tak wydatek.(St. Albans nie WGC)
16 grudnia o 17 czyli o 18 czasu pl mam rozmowę w WGC w college'u. Dobrze byłoby, gdyby udało się załatwić próbne zajęcia w WGC jak i w St. Albans, bym mogła zdecydować. Jak na razie nie wiem na co się zdecydować, mam nadzieję, że po próbnych zajęciach będę mogła podjąć decyzję!.

Po skończonych zajęciach  w CC, Ibi sąsiadka z naszej ulicy pokazała mi jak dojść na przystanek, gdzie do ASDY i gdzie do galerii, złapałam autobus(należy podnieść rękę, żeby się zatrzymał, hah) poprosiłam o bilet na Ridge Way oraz poprosiłam, by powiedział gdzie powinnam wysiąść. Dzień wcześniej Ana pokazała mi w którą stronę mam się kierować, by dojść do domu. Oczywiście nie zajarzyłam po wyjściu z autobusu i się ZGUBIŁAM. Gratulowałam samej sobie. Po godzinnej wędrówce za znalezieniem drogi, w końcu znalazłam się na swojej ulicy. Wcześniej pytając ludzi o drogę do Morissons- sklepu. Nie wiem ile zrobiłam km, ale dużo :D 

4. Kilka dni temu znalazłam grupę na FB odnoście operek w naszej okolicy, napisałam krótkiego posta z myślą, że ktoś się odezwie, Nie myliłam się, odezwała się Jade, która mieszka również w WGC, utrzymujemy ze sobą kontakt, mam nadzieję, że dojdzie do spotkania. W niedzielę odezwała się również Alexandra, z którą umówiłam się na wtorek w centrum. Spędziłyśmy 3 godziny rozmawiają, chodząc po centrum,sklepach, po ulicach, o 2p.m rozstałysmy się. Wróciłam do domu i czekałam aż dzieciaki wrócą. 

5. Bambusowy kij 
Nie wiem, czy mogę opisywać tutaj system karania dzieci, ale nagłówek mówi sam za siebie. Jestem przeciwna temu. 

6. System punktowy 
Funkcjonuje tutaj system punktowy. Na czym on polega? Po przyjściu ze szkoły chłopcy mają na swoim koncie zero punktów, w sytuacji gdy mnie nie słuchają przez cały czas gdy z nimi jestem, wspólnie coś robimy, mogę zabrać im od 1 do 3 punktów(które D. mnoży przez 5). Punkty oczywiście są przyznawane pod koniec dnia, np po kąpieli. Mogę również dać chłopakom punkty, gdy są grzeczni, wykonują moje polecenia. I tak jak wyżej są mnożone przez 5. Po zabraniu jednego punktu dzieję się tutaj scena płaczu, rozgoryczenia, wściekłości którą funduje mi V-starszy. J przeprasza za swoje zachowanie, sugerując mi, że zrozumiał. Punkty mogą oni przeznaczać na różne rzeczy. Np: 5pkt na grę na komputerze lub Nintendo,10 pkt na McDonald's a  30 pkt na kupno zabawki, bądź 3xmcdonalda. 
Uważam, że jest to dobrze przemyślany sposób nagradzania i karania dzieci. 

7. Postanowienie
Ostatni punkt jest o moim postanowieniu. Robię kolejne podejście do odchudzania. Po rzuceniu papierosków (nie z własnej woli oczywiście, wszystko robione było z myślą o wyjeździe) mam OGROMNĄ ochotę na słodkie, wszystko co zawiera w sobie cukier mogłabym jeść dniem i nocą nie mając dna, nie powiem gdzie -.- 
Dlatego, już wczoraj odhaczyłam pierwszy dzień w którym ćwiczyłam! Dziś też zamierzam ćwiczyć i oczywiście robić wszystko by nie znaleźć czasu na zjedzenie czegoś słodkiego! 


+ zamieszczam zdjęcia oczywiście! :)


 Moje dziecko ♥



Typowa angielska pogoda -.-

 Dzięki tej mapie udało mi się wrócić do domu-po godzinie :c


piątek, 21 listopada 2014

160 days left!

Hi everyone!


Wczorajszy dzień spędziłam praktycznie na powietrzu. Godzinny spacer do centrum i z powrotem. Wycieczka do college'u, zwiedzenie campusu, wycieczka do miejscowego kina..
Wczoraj było całkiem dobrze, nie płakałam, ale nadal tęsknię. Jednak jest progres, nie płakałam i dzisiaj. Choć dzisiejszy dzień jest lepszy nawet od wczorajszego. 

Jak co dzień, obowiązki, później zabawy z dziećmi i miła niespodzianka. Jedziemy na kolację do restauracji. Po raz pierwszy od tygodnia mogłam się pomalować (thanks!) Wyglądałam jak człowiek - przynajmniej tak myślę :) 
Restauracja była przepełniona ludźmi, wchodzili, wychodzili, mieliśmy rezerwację na 19(20 czasu PL). Zamówiliśmy napoje, jedzonko, oczywiście nie ogarniałam menu, A tłumaczyła mi wszystko, i zamówiłam wrap'a
Restauracja meksykańska-CHIQUITO, świetne miejsce, pyszne jedzenie, jednak za głośno dla mnie. Posiedzieliśmy z dobre 2 godziny i zawinęliśmy się do domu, dzieciaki też zmęczone.

Dostałam od A prezent:budzik ♥


Czekam na przyszły tydzień, gdy mamka będzie miała laptopa i będziemy ze sobą rozmawiać ♥ chyba mi tego najbardziej brakuję. 
Jest u nas 22, ale jestem okropnie zmęczona, miałam plan czytać książkę, jednak chyba nad nią usnę.


Trzeba się ogarnąć i z Misiem porozmawiać. W niedziele ma urodziny ♥ 

btw. zostało 160 dni ♥ happy.




Kilka zdjęć of course :








środa, 19 listopada 2014

Welwyn Gdn City day 5

Jeszcze przed wyjazdem przeczytałam pewne zdanie, którego teraz jestem pewna: angielskie dzieci różnią się od polskich. I to prawda! Nie lubię V i J, nie lubię spędzać z nimi czasu,nie słuchają i męczą mnie. Ale groźby, że powiem tacie się sprawdzają. 
Tęsknię za moimi chłopaczkami, za Mikołajem i Szymciem, muszę ich zobaczyć na skype. 

Dziś odwoziłam z A chłopaków do szkoły, różniącej się od tej w Polsce. Małe, zagracone, za gorąco, stoliki i krzesełka jak w przedszkolu. Jutro pójdę do centrum, w końcu będę mogła wychodzić. 
Sprawdzałam bilety na kwiecień i 40F do Polski to czad, ale gdybym chciała przyjechać na święta, to niestety, ale bilet kosztuje 160-200F czyli 800-1000 zł. Czyli jednak muszę zostać tutaj. 
Ale obmyśliłam plan,wracam 30 kwietnia i zostaję ok 3 tygodni, po czym wracam, jestem pół maja, czerwiec, lipiec sierpień i koniec? byłoooooby dobrze! ale to dopiero moje plany.

Nie rozumiem,dlaczego gdy idziemy spać trzeba brać klucze od chaty ze sobą, zapominam i D gdy idzie spać zakłada mi na klamkę. Nie rozumiem, dlaczego wyłączają wifi na noc! Wczoraj rozmawiałam z Miśkiem, aż w pewnym momencie soryyyyyy, ale skończył się internet. Nic nie lubię w tym miejscu(nie będę mówiła dom, bo dom mam w Polsce), lubię tylko czas gdy jestem sama. Taka ja egoistyczna, 






Kilka zdjęć, na pierwszym centrum w Welwyn, a reszta to widoki z okna, wszystko takie samo, nic się nie różni. 

wtorek, 18 listopada 2014

tuesday

Tęsknota za domem to chyba jedyna trudność, z którą próbuje tutaj walczyć. A i D są bardzo mili, dużo mi się pytają, tłumaczą. Dzieci też są okej, czasem mnie lekceważą(w sumie A też) ale to chyba zw względu na wiek, przynajmniej ja sobie to tłumaczę.
Wydaje mi się że mnie polubili, J często się do mnie przytula, z kolei V więcej ze mną rozmawia. 
Wczoraj po raz pierwszy ich kąpałam, tzn moja pomoc polegała na wydawaniu rozkazów, by umyli poszczególne partie ciała. Po kąpaniu(ok 17.30 uk, 18.30 pl) czas na zabawę, a ok 18-18.30 czas na wspólną kolację, którą przygotowałam razem z A. Warzywa, PIKANTNY sos, z cebula oczywiście, rybka-ostra/kiełbaska. Po kolacji zajadali się czekoladkami, które przywiozłam z Polski. Ha dobre bo polskie! 

Dziś zajęłam się moimi obowiązkami, prasowaniem i czyszczeniem szafek w kuchni, niby lubie zorganizowani i lubiący czystość, ale sorry ja tego nie widzę. Także robię porządek tak, jak lubiła to Joanna. Chciałabym poznać okolicę, chciałabym wyjść, by w czasie wolnym nie nudzić się. Widziałam, że w garażu mają rowery, zapytam się A, czy będę mogła pożyczać, gdy będę jeździła do centrum.
Za godzinę wracają dzieci, a ja robię rozeznanie w okolicy!

Have a nice day!



3 miesiące ♥♥♥♥

poniedziałek, 17 listopada 2014

Hello England!

Welcome in Welwyn Garden City!

Od soboty jestem w Welwyn Gdn City. Trafiłam na dobrą rodzinę. Ana jest Brazylijką i Derek jest Anglikiem. Mają dwójkę dzieci. Chłopcy- Vinny i Jacob. 

W sobotę Ana odebrała mnie z lotniska London Luton, małe lotnisko, takie samo, albo nawet mniejsze niż w Poznaniu. Czekałam na nią około godziny, ponieważ coś nie halo było na drodze. Przyjechała, przywitałyśmy się i jechałyśmy do NOWEGO domu.  
Pokazała mi dom, przywitałam się z chłopcami i z ich tatą. Zjedliśmy wspólnie obiad, było naprawdę miło. Pomijam fakt, że za każdym razem, gdy Ana mi się pytała/pyta czy jest okej, to mam łzy w oczach, bo naprawdę, nie wiedziałam, że będzie to takie trudne dla mnie. 
Omówiłyśmy moje obowiązki na każdy dzień tygodnia i poszłam się kimnąć, bo spałam tylko 3 godziny. 
Wczoraj byłam z Aną na małych zakupach. Wzbogaciłam się o koszulę, parę butów, naszyjnik i bransoletkę. Szykowaliśmy się na chrzest, jednak przez korki nie zdążyliśmy do kościoła i poszliśmy tylko na przyjęcie do hotelu. "Party" po chrzcie w Anglii różni się od tego w Polsce(hahaha)
Wróciliśmy do domu, położyłam z Aną dzieci i oglądaliśmy film, jednak byłam zbyt zmęczona i poszłam się położyć. 
Przed wyjazdem do Londynu rozmawiałam z mamką i cudem nie płakałam, nie wiem czemu. Wieczorem gadałam z Michem i było już okej. 
Dziś czekają mnie obowiązki, i o 15:30(czyli 16:30 czasu polskiego) dzieci wracają do domu. 



Trochę niewyspana, ale jet progres, WSTAŁAM NA CZAS! 

Have a nice day!

wtorek, 11 listopada 2014

Udało się. Lecę w sobotę. 6.10 wylot z Poznania na lotnisko Luton w Londynie. Ana i Derek mnie odbiorą. 
Nie jest mi łatwo. Najpierw przeżyć 5 miesięcy, później jakoś zleci :)
Będę pisała stamtąd.