Welcome in Welwyn Garden City!
Od soboty jestem w Welwyn Gdn City. Trafiłam na dobrą rodzinę. Ana jest Brazylijką i Derek jest Anglikiem. Mają dwójkę dzieci. Chłopcy- Vinny i Jacob.
W sobotę Ana odebrała mnie z lotniska London Luton, małe lotnisko, takie samo, albo nawet mniejsze niż w Poznaniu. Czekałam na nią około godziny, ponieważ coś nie halo było na drodze. Przyjechała, przywitałyśmy się i jechałyśmy do NOWEGO domu.
Pokazała mi dom, przywitałam się z chłopcami i z ich tatą. Zjedliśmy wspólnie obiad, było naprawdę miło. Pomijam fakt, że za każdym razem, gdy Ana mi się pytała/pyta czy jest okej, to mam łzy w oczach, bo naprawdę, nie wiedziałam, że będzie to takie trudne dla mnie.
Omówiłyśmy moje obowiązki na każdy dzień tygodnia i poszłam się kimnąć, bo spałam tylko 3 godziny.
Wczoraj byłam z Aną na małych zakupach. Wzbogaciłam się o koszulę, parę butów, naszyjnik i bransoletkę. Szykowaliśmy się na chrzest, jednak przez korki nie zdążyliśmy do kościoła i poszliśmy tylko na przyjęcie do hotelu. "Party" po chrzcie w Anglii różni się od tego w Polsce(hahaha)
Wróciliśmy do domu, położyłam z Aną dzieci i oglądaliśmy film, jednak byłam zbyt zmęczona i poszłam się położyć.
Przed wyjazdem do Londynu rozmawiałam z mamką i cudem nie płakałam, nie wiem czemu. Wieczorem gadałam z Michem i było już okej.
Dziś czekają mnie obowiązki, i o 15:30(czyli 16:30 czasu polskiego) dzieci wracają do domu.
Trochę niewyspana, ale jet progres, WSTAŁAM NA CZAS!
Have a nice day!

Nie wyspana - piszemy razem, "niewyspana". Pierwszy dzień w Anglii i już o Polskim zapomina :P Śmieję się oczywiście :) Wytrwałości!
OdpowiedzUsuń